Hej
Mam dziś trochę grobowy nastrój i też w ciągu dnia miałam niezłe rozkminy życiowe, toteż dzisiejszy wiersz będzie życiowy. Zapraszam do czytania.
Zagubiona w ciemnościach, nic nie warta
Przez przeszłość i ludzi na pół rozdarta
Myśląc o szarościach i wadach życia
Wpatrywała się w chłopca z ukrycia
W jego oczy, pełne blasku i radości
W uśmiech, bez cienia złośliwości
Zakochana płakała, w cierpieniu i złości
Próbując zapomnieć o wielkiej miłości.
Zwijała się z bólu, pytała "Dlaczego
To mi zawsze dzieje się coś okropnego?"
Lecz raz odważnie, wprost powiedziała
Jemu, że go wielce pokochała
On patrzył na nią, miał smutną minę
Rzekł "Wybacz, ja kocham, ale inną dziewczynę."
Ona wychodząc, z resztką godności
Pobiegła, płacząc w samotności
Chcąc ulżyć swoim cierpieniom i sobie
Napisała list i w ostatnim słowie
Nabazgrała "Przepraszam, ja nie chciałam
To nie moja wina, że go kochałam."
Kończąc pisanie w emocji szczycie
Poszła, by na zawsze odebrać sobie życie
Nikt jej nie powstrzymał, stróżki krwi leciały
Zdawało jej się, że to żyletki płakały
Aż nagle anioły śmierci ją objęły
Uniosły i w niebiosa pociągnęły
Wydała z siebie ostatnie tchnienie
I o strasznej miłości zostało tylko wspomnienie.
"Live is brutal" - Tak powiedziałaby moja koleżanka, czytając ten wierszyk. No bo nie wszystko musi kończyć się szczęśliwie...
Wercia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz